fbpx

Oceń porodówkę w Warszawie i okolicach

Szpital Solec – opinie o porodzie

Adres:

ul. Solec 93

    Opinie

    Pokaż opinie dla szpitala:
    Weronika Dębska
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Odeszły mi wody o 6 rano. O 8 pojechałam na żelazną, ale nie mieli miejsca i powiadomili Solec, że przyjadę. Ok. Był to 22.02.2021- jeszcze pandemia. Na oddział wjeżdża się dobudowana na zewnątrz budynku winda, przed wejściem na oddział jest minimalna klatka schodowa. Drzwi zamknięte, domofon. Powiedziano mi, że mam zostać i jakby coś się działo dzwonić. Z walizka, okryciem wierzchnim itd zostałam. Tak czekałam za zamkniętymi drzwiami że 2h. W końcu przyszła położna, powiedziała, że mogę wejść do poczekalni. Tam znowu czekałam. Przyniosła dokumenty do wypisania, znowu czekałam. Zaprosiła do środka i mówi „no, trzeba już załatwić przyjęcie, bo jak Pani odeszły wody o 6 to po 6h trzeba podać antybiotyk. Zerknęłam na zegarek - 14:40. Lekki poślizg, a ja siedzę od 4h pod ich drzwiami… Zaprowadzili mnie na salę, zaczęły się skurcze, rozwarcia jeszcze nie, tak to trwało do wieczora. Już wtedy pytałam czy to normalne, że dziecku ginie tętno w trakcie skurczu, ale odp, że tak. W międzyczasie znieczulenie. W końcu ok 20-21 pozwolili by przyjechał mąż. Rozwarcie w końcu 8cm, leżałam na boku, krwawiłam, szyjka opuchnięta, zaczęły się już parte, położna była, lekarka zajrzała, dostawała info od położnej, wychodziła. W końcu już po 23 przyszła inna lekarka, od razu z krzykiem do położnej czemu jeszcze nie jestem „postawiona do porodu”. Rozłożyli podnóżki, razem z ta wcześniejsza lekarka zajrzeli między nogi i od razu ta nowa wychyliła się do mnie i pyta czy zgadzam się na CC. Powiedziałam, że tak. Poszła, wróciła z dokumentami, tamte wciąż przechadzają się jak po łące. Darła się do nich gdzie jest wózek, co one robią itd. Pamiętam jak przez mgłę, bo już byłam mega zmęczona. Pomiędzy skurczami normalnie odpływałam. Razem z mężem cały czas byliśmy spokojni, bo ufaliśmy, że poród może być hardcorem, a opieka medyczna już nie jest taka jak kiedyś. O zgrozo. Położyłam się na łóżku w sali operacyjnej, zapytałam anestezjologa czy będę tylko znieczulona czy pod narkozą, powiedział coś, że zobaczymy. Anestezjolog powiedział do lekarzy, że potrzebuje jeszcze chwili, a ja czuję jak rozcinają mi brzuch, więc mówię, że czuję wszystko i wtedy mnie już odcięło 🙂 po tej końcówce spodziewam się, że to była expressowa akcja. Po północy urodziła się zdrowa córka. 4200g, którą próbowałam rodzić wiele godzin przy 8 cm rozwarcia 👍🏼 jak się dowiedziałam z wypisu była też owinięta pępowina. Co dziwne położyli ją na mnie po wszystkim (ani ja rozebrana ani ona, więc to nie kangrutowanie) i tak zostawili. Przecież mogła spaść? Męża wyprosili, nie widziałam się z nim po powrocie z cesarki. Zobaczył tylko córkę i kazali wyjść. Byłam nieprzytomna po tym wszystkim i po prostu zasnęłam. Rano zabrali dziecko na badania, mnie spionizowali, przynieśli dziecko, przenieśli na zwykłą salę. Położne jak to położne. Czasem ok, czasem mniej. Była to pandemia, nikt nie mógł przyjść w odwiedziny, po cesarce nie było tak łatwo z podnoszeniem się z łóżka, czy myciem. Dzieci cały czas przy nas. Nikt nie pomógł nawet na 5 min. Gdy raz w środku nocy zadzwoniłam dzwonkiem, że dziecko non stop płacze i nie wiem już co robić położna była mega niemiła, szarpała mnie za cycka i wpychała na siłę dziecku do buzi. Takich sytuacji było kilka, że odzywały się ordynarnie. Choć były i miłe, wpadły pogadać, była też pani od laktacji, która zaglądała regularnie. To właśnie ona określiła, że mam „nieodkladalne” dziecko i wisiała na cycku non stop. Dlatego właśnie mówię, że bywało trudno z myciem, spaniem czy nawet jedzeniem, bo nie Mogłam jej odłożyć, non stop ryk. a że nie było odwiedzin to nie za bardzo można było sobie samemu poradzić z zajętymi rękami. Zgłosiłam też chęć wykąpania dziecka razem z położna, ale na to dostałam odpowiedz, że w naszej sali nie ma ciepłej wody 😳 no i trudno, po 5 dniach wyszła brudna… pomogła mi dopiero mama w domu. Ogólnie oceniam średnio. Pewnie zależy na kogo się trafi- gdybym od razu trafiła na tę drugą Panią doktor to czuję, że poszłoby szybko i sprawnie. Że byłam zamroczona i kompletnie nie kontrolowałam co się dzieje to też nie mam jakichś złych wspomnień. Dopiero z perspektywy czasu widzę, że mogło się skończyć naprawdę zle.
    Data: 14/03/2024

    Agnieszka Grodzka
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Postanowilłam napisać opinie o szpitalu, który został przeniesiony i gdyby nie fakt ze to drugi koniec Warszawy bo znowu bym chciała rodzic z tymi ludźmi! Ekipa za Solca zasługuje na medal. Urodziłam w 36tygodniu i ani troszkę to nie byk wymarzony poród, bo skończył się dosyć szybko z użyciem vacuum, nacięciem i pęknięciem pochwy….. dodam ze bez znieczulenia bo już nie było na to czasu 😅 mimo tych wszystkich komplikacji cieszę się bo czułam się tam dobrze zaopiekowania tak samo jak młody, który jako wcześniak musiał troszkę poleżeć.
    Data: 26/07/2023

    Alicja
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Nigdy nie spodziewałam się, ze otrzymam taka świetna opiekę w państwowym szpitalu. Cały personel od lekarzy po panie salowe-cudowni ludzie. Szkoda, ze szpital został już zamknięty, mi udało się zdążyć tydzień przed zamknięciem oddziału.
    Data: 24/11/2022

    Kasia
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Poród poprowadziła super położna Kasia Kruszewska, mimo że był długi, bolesny i trudny (i ostatecznie zakończył się cc), czułam się dobrze zaopiekowana. Korzystałam z wanny, aromaterapii, mogłam swobodnie zmieniać pozycje, wsparcie położnej dodawało mi otuchy. Bez problemu otrzymałam znieczulenie. Opieka poporodowa - tutaj gorzej. Lekarze i położne byli ok, ale dwie panie pielęgniarki niestety nie okazały wsparcia, raczej zniecierpliwienie, poleciało też kilka bardzo niefajnych uwag. Pewnie wystarczyło je zignorować, ale byłam w fatalnym stanie psychicznym. Fakt, okoliczności nie były dla mnie sprzyjające - długi poród sn zakończony cc, brak wsparcia bliskich (czas pandemii, zero odwiedzin), brak snu, bo córka bardzo płakała i nie udawało mi się przystawić jej do piersi, brak możliwości jakiegokolwiek zregenerowania (od razu po pionizacji placzące wciąż dziecko pod moją opieką, kiedy trudno było mi nawet wstać, ale na adrenalinie nosiłam ją i bujałam), wędrówki przez długi korytarz z płaczącym dzieckiem co 2-3 godziny do pielęgniarek po mm lub pomoc w przystawianiu. Panie cdl były b. wspierające i pomocne, ale w piątek o 14 kończyły pracę i do niedzieli położne i pielęgniarki miały problem z przystawieniem córki (trudny egzemplarz) - każda robiła to inaczej i nie miały czasu albo zasobów aby mi pomóc. Nie czułam się zaopiekowana, raczej bardzo zagubiona i zawracającą głowę. Historia zakończyła się depresją poporodową. Wydaje mi się, że wystarczyło pokierować mnie do psychologa na oddziale lub zwyczajnie wesprzeć dobrym słowem. Zakładam, że ludzie pracujący na oddziale, mimo najlepszych chęci, mają zwyczajnie za dużo obowiązków i za mało czasu na pacjenta.
    Data: 15/09/2022

    Justyna
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Tragedia, syf syf i jeszcze raz syf. Brzydziłam się tam wszystkiego. A jedzenie chyba miało na celu zagłodzić matki zamiast wesprzeć je w odzyskaniu sił i karmieniu dzieci.
    Data: 23/08/2022

    Dorota
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Rodziłam we wrześniu 2021. Na porodowce atmosfera w porządku, ale... Prosiłam o znieczulenie od początku, proponowano mi inne metody uśmierzania bólu. Zgodziłam się, myślałam, że mam czas. Kiedy już uparłam się, że muszę dostać znieczulenie, było już za poźno (9cm rozwarcia, po niecałych 3 godz od trafienia na porodówkę z 3 cm). Mogłam dostać je już na początku. Wiem, że nie byłam jedyną, której przeciągano moment podania znieczulenia, aż było za późno. Potem była zmiana dyżuru. Muszę przyznać, że położne ktore towarzyszyły mi później stanowiły ogromne wsparcie. Niestety pokawily się komplikacje i użyto vacuum. Na plus zdecydowanie oceniam natychmiastową reakcję. Byłam ciągle pod ktg, ze względu na cukrzycę ciążową. W momencie gdy parametry dziecka spadły, natychmiast zareagowano. Natomias pobyt na oddziale poporodowym był delikatnie mówiąc słaby. Nie było odwiedzin, położne zależy od zmiany i humoru-raz pomocne a raz nie. Doradca laktacyjny - tez na plus. Zabrakło mi opieki psychologa. Po trudnym porodzie zabiegowym, powinno być to obowiązkowe. Psycholog był, ale wtedy nie wiedziałam, ze mógłby mi pomóc. Szczególnie, że jak sie okazało później rozeszła się rana po nacięciu. Na plus jednak reakcja po powrocie do szpitala, zszyto ponownie ranę. Wiem, że niestety nie jest tak w każdym szpitalu... Podsumowując poród w tym szpitalu oceniam na 3,5. Nie wiem czy wróciłabym na kolejny.
    Data: 03/08/2022

    Agnieszka
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Najlepszy szpital ever... kochane pielęgniarki i salowe. Pyszne jedzenie. Jako osoba z epilepsją jestem mega pozytywnie zaskoczona. Byłam zaopiekowana na 1000%. Poród i opieka poporodowa najlepsza. Kameralnie cicho i spokojnie. Polecam
    Data: 03/06/2022

    Marta
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Przyjęta na oddział z zamiarem wywoływania ze względu na cukrzycę ciążowa. Wywoływanie balonikiem plus oksytocyna. Nic to nie dało. Jedynie męczenie się po oksy co dla mnie jest karygodne, bo po kilku godzinach powinna być jakąkolwiek decyzja, a jak pytałam gina jaki jest plan to odpowiedziała chamsko, że to może trwać i trwać, więc chamsko powiedziałam, że jest mało empatyczna i mało delikatna, na co się obraziła. Po ponad 10h od podania oksy, zapadła decyzja o cc z racji tego, iż crp szło do góry i była możliwość pojawienia się zakażenia. Sale porodowe super, odświeżone. Sale poporodowe to jakaś paranoja. Łóżka jak prycze więzienne. Nie można było normalnie się położyć, a co mówić o spaniu. Na sali trzy mamy (licząc mnie) co dla mnie było tłokiem. Jedzenie beznadziejne. Codziennie na śniadanie i kolację to samo. Jedyny plus to położne plus niektóre pielęgniarki. Trochę też odczułam terror laktacyjny i dziwne parcie na karmienie piersią. Moja decyzja od początku była taka, że maluch będzie na mm. Jeśli miałabym wybierac raz jeszcze to na pewno bym się tam nie wybrała
    Data: 19/05/2022

    Magda
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Rodziłam w tym szpitalu w styczniu 2022 i zdecydowanie polecam wszystkim. Mały, kameralny oddział, osobiście czułam się zaopiekowana jak w prywatnym szpitalu. Położne, opieka okoloporodowa i poporodowa na 5+. Dodatkowo świetne wsparcie laktacyjne. To był mój pierwszy, ale na pewno nie ostatni poród w tym szpitalu.
    Data: 13/05/2022

    Sylwia
    Szpital: Szpital SOLEC (ul. Solec 93)
    Ocena:
    Opinia:
    Rodziłam na Solcu z indywidualną położną - cudowną Kasią Kruszewską. Poród wspominam wspaniale, Kasia pięknie się mną opiekowała, motywowała, potrafiła uspokoić, proponowała różne pozycje, aromaterapie, niefarmakologiczne sposoby łagodzenia bólu. Kiedy jednak zdecydowałam się na ZZO niemal natychmiast je dostałam. Pani anestezjolog bardzo w porządku, za to pielęgniarka anestezjologiczna zgubiła gdzieś empatię i serce do pacjenta, na szczęście kontakt z nią był bardzo krótki. Wracając do porodu - czułam się bardzo zaopiekowana, Kasia zapoznała się z moim planem porodu (wcześniej też omówiłyśmy go telefonicznie), kiedy 2 faza się przedłużała i konieczne było podanie oksytocyny, a później maleńkie nacięcie krocza, zostałam zapytana o zgodę i poinformowana o powodach takiej decyzji. Nacięcie zrobione było perfekcyjnie - tak mi mówiono w szpitalu oraz na późniejszych wizytach lekarskich czy u fizjoterapeutki uroginekologicznej, a teraz po paru miesiącach mogłabym zupełnie zapomnieć, że je miałam. Sale porodowe są śliczne, wyposażone we wszystko co niezbędne, niestety nie można tego powiedzieć o izbie przyjęć oraz salach poporodowych. Mi udało się dostać łóżko z regulowanym oparciem, ale nie wszystkie takie są. Jedzenie jak to w szpitalu, bez szału, bez smaku, ale do zjedzenia. Panie położne na oddziale w większości wspaniałe. Rodziłam w piątek, więc nie było w szpitalu doradczyni laktacyjnej, jednak położne z dużą serdecznością pomagały mi przystawiać córkę do piersi, chociaż ich podejścia różniły się i w pewnym momencie nie wiedziałam kogo słuchać i co robić. Dobrymi duszkami oddziału był studentki położnictwa. Idąc rodzić nie spodziewałam się, że tak cenna będzie ich obecność - serdeczne, życzliwe, uśmiechnięte, chętne pomóc w różnych sytuacjach. Neonatologia <3 tam pracują niemal same anioły. Kochane, życzliwe, cierpliwe. Mimo, że biegałam do nich jak kot z pęcherzem, bo np. dziecko dostało czkawki (tak, tak, to moje pierwsze dziecko 😉 ) albo bałam się, że się nie najada, zawsze serdeczne, spokojne i chętne do pomocy. Trafiła się niestety jedna pielęgniarka, która w dość żołnierski sposób poinformowała mnie, że karmić mam co 3 godziny i musze sobie jakoś z tym poradzić (to, że tak trzeba karmić wiedziałam, nie wiedziałam jak tego dokonać kiedy dziecko nie dawało się wybudzić, a jak jakimś cudem złapało pierś to po to by z nią w buzi zasnąć 😉 ) ale jedna taka osoba, na cały pobyt w szpitalu jest niemal niewidoczną skazą na całym, dla mnie pięknym, obrazie. Pozostając w temacie karmienia, mnie udało się karmić piersią, chociaż odciągałam również mleko laktatorem i karmiłam dziecko z butelki by mieć pewność, że się najadło (doradziły mi to Panie z neonatologii, nauczyły mnie również karmić butelką), natomiast moja sąsiadka z sali miała więcej problemów i położne same zaproponowały jej mleko modyfikowane, co oceniam bardzo na plus. Reasumując, jest to stary, kameralny szpital, który nie zachęca wyglądem, ale serdeczność i profesjonalizm personelu wynagradza wszystko. Jeżeli przyjdzie mi rodzić jeszcze raz, na pewno będę myślała o powrocie do Kasi na Solec. Bardzo serdecznie polecam
    Data: 13/05/2022